W ostatnim czasie bardzo głośno jest wokół nowej wyszukiwarki Billa Gates’a, w szczególności temat interesuje branżę – czyli wszystkich zajmujących się pozycjonowaniem stron w wyszukiwarkach internetowych. Nowy silnik wyszukiwania, czyli Bing w ciągu zaledwie trzech miesięcy od debiutu zdobył 11 procent rynku, co przy aktualnej pozycji lidera (czyt. Google) stawia go na pozycji godnego konkurenta w walce o internautów. Nie trzeba badań aby wiedzieć, że aktualnie Bing stanowi najdynamiczniej rozwijającą się wyszukiwarkę internetową, patrząc na fakt, iż od lipca do czerwca przybyło 1,7 % internautów, którzy zaczeli z niej korzystać.
Microsoft określa swoją wyszukiwarkę jako „silnik decyzyjny”, gdyż wyszukiwarka ma stanowić swojego rodzaju przedłużenie intuicji dla użytkownika. Podsuwając treści najbardziej zbliżone do kontekstu zapytania w formie dużo bardziej wizualnej od wyników serwowanych przez Google, w lepszym odniesieniu do naszej percepcji ma pomagać właśnie forma SERP zawierająca obrazy. Ponoć to nie koniec wyścigu zbrojeń i już od dawna znane są zapowiedzi Stefana Weitz’a (dyrektor Binga), które mówią o kolejnych zmianach idących w kierunku aktualizacji usługi. Bazując na twierdzeniu, że lista Google’a z dziesięcioma niebieskimi linkami to już przeżytek.
Polityka rozwijania usługi, jaka wyznaje twórca Binga koncentruje się dużo bardziej na wymaganiach płynących z potrzeby użytkownika, zamiast wymagać dostosowania się do wdrażanych nowości. Obserwując zachowania i przyzwyczajenia użytkowników na świecie Bing stara się dostarczać treści zgodne z ich oczekiwaniami. Opierając się na obserwacji, że Brytyjczycy znacznie częściej niż inni wyszukują informacji Microsoft wprowadza odpowiednie udogodnienia. Tym razem to użytkownik decyduje jak ma wyglądać informacja dla niego przydatna i jaka forma jest najbardziej użyteczna. Wydaje się, że taka polityka jest bardzo racjonalna i może przynieść wyszukiwarkom dobre rezultaty. Bardzo istotny jest ten problem w kontekście raportu firmy Forrester Research, która prognozuje, iż w Stanach Zjednoczonych rynek wyszukiwarek i związanych z nimi reklam przejawia wzrost na poziomie 15 procent, aby w roku 2014 osiągnąć wartośc 30 mld dolarów amerykańskich.
Gorączkowe działania twórców Binga są jak najbardziej uzasadnione w odniesieniu do faktu, iż 65 procent amerykanów nadal korzysta z usług najwiekszego konkurenta. Można tu zwrócić uwagę na planowaną umowę z Yahoo!, która ma zakładać dziesięcioletnią współpracę, opierając wyniki wyszukiwania wyświetlane w wyszukiwarce Yahoo! na algorytmie Bing. Ponadto w grę wchodzi licencja na zintegrowanie technologii wykorzystywanych w silniku MS, z usługami dostępnymi dla użytkowników serwisu amerykańskiego dostawcy. Z danych Nieslena wynika, że do przyszlego partenera Binga należy obecnie 16 procent rynku w USA. Należy liczyć, że ta mała wojna pomiędzy gigantami rynku internetowego przyniesie wyłącznie korzyści dla użytkowników, czego sobie i wam z całego serca życzymy!
Michał Kowalski, PierwszyWGoogle.pl
–
Na podstawie doniesienia Mike Harvey, The Times 2009.Tagi: Bing, wyszukiwarki internetowe